Wolne Jeziorany

Portal Niezależnych Obywateli

 

„Hominem te memento

... pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem!

 

Copyright ©

Odsłon artykułów:
1 989 333

Odwiedza nas 35 gości

Facebook

PROFESORSKI OBCIACH 15 CZYLI STANISŁAW CZACHOROWSKI ZAGUBIONY W ODMĘTACH TRÓJPODZIAŁU WŁADZY

Na blogu olsztyńskiego KOD trwa intensywna dyskusja pt. „Po co nam KOD?”. W tej dyskusji głos zabrał smerfny (nie)profesor Stanisław Czachorowski, który tak oto uzasadnił konieczność istnienia tej organizacji: „Wiele nas różni światopoglądowo, pod względem pomysłów na gospodarkę, politykę itd. Ale łączy nas uznanie demokracji jako wartości nadrzędnej. KOD powinien być zorientowany na promocję i obronę zasad demokracji w życiu publicznym i państwowym. (…) Demokracja to trójpodział władzy, rozdzielność i przejrzystość, to koncentrowanie się na dobru wspólnym.”

http://kodolsztyn.blogspot.com/2016/12/po-co-nam-kod.html

Brzmi uroczo. Szkoda tylko, że – jak mawiał ks. Józef Tischner – jest to klasyczna „gówno prawda”. I nie chodzi o  nasze zdanie w tej sprawie, ale o twarde fakty, które profesor uniwersytecki powinien przyswoić już w liceum. Dlaczego mu się to nie udało? Tego nie wiemy. Być może na lekcjach historii spał lub liczył larwy chruścików. Efektem jest publiczne bajdurzenie pana Czachorowskiego o trójpodziale władzy jako synonimie demokracji.

Fakty wyglądają jednak następująco: trójpodział władzy wprowadziła w Polsce Konstytucja 3 Maja. Ta sama Konstytucja wprowadziła też dziedziczność władzy królewskiej, czyli zlikwidowała wolną elekcję. A to właśnie prawo do wybierania króla, z którym zawierano kontrakt z prawem do impeachmentu, był niczym innym, jak podstawową zasadą demokracji. Bo demokracja to system, w którym władzy się nie dziedziczy, lecz jest ona powierzana w drodze wyboru dokonywanego przez uprawniony do głosowania demos.

W czasach I Rzeczypospolitej tym uprawnionym do głosowania demosem była szlachta. Konstytucja 3 Maja odebrała owemu demosowi prawo do decydowania o wyborze władcy dając mu jednocześnie trójpodział władzy. Wprowadzono zatem monarchię dziedziczną, która jest antytezą demokracji. Wprowadzono jednocześnie trójpodział władzy, który pan Czachorowski uznał za podstawę demokracji. Jak to się stało, że mózg pana Czachorowskiego nie zarejestrował tej subtelności?

Owa subtelność polega na tym, że trójpodział władzy to rozdzielenie jej funkcji na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Natomiast demokracja to mechanizm wyłaniania tej władzy. Można zatem demokratycznie wybrać dyktatora, ale można też dyktatorsko wprowadzić trójpodział władzy. Zatem twierdzenie, iż demokracja to trójpodział władzy, jest piramidalną bzdurą i świadczy o ignorancji osoby, która taką tezę forsuje.

Doprawdy nie mamy pojęcia, jak to jest możliwe, żeby profesor uniwersytecki wykazywał się taką ignorancją. Widocznie na tym polega KODziarska inteligencja, która potrafi jedynie operować sloganami suflowanymi przez platfusią partię-matkę i jej unijnych patronów. Można bowiem różnie interpretować fakty, ale najpierw trzeba te fakty poznać. A pan Czachorowski faktów poznać nie raczy. Taki z niego KOD-naukowiec.

Wynurzenia pana Czachorowskiego na temat demokracji skłaniają nas również do postawienia hipotezy, że w życiu smerfnego (nie)profesora szczególną estymą cieszy się motoryzacja i prawo ruchu drogowego. Oto, jak pan Czachorowski tłumaczy nam „Po co jest KOD?”: „Nie dajmy się zatem skusić pozorom szybkiego i skutecznego działania rządów autorytarnych, silnych, jednoosobowych. Bo są one jak samochód bez hamulców. Na prostej drodze wykorzystujemy jedynie pedał gazu. Hamulec wydaje się zbędnym (jedynie zawadza). Ale np. na zakrętach, bez hamulców bardzo łatwo o katastrofę. (…) KOD nie jest partią polityczną (tak sądzę i przychylam się do takiej opcji), nie idzie po władzę na żadnym szczeblu. Jest bardziej jak policjant, pilnujący przestrzegania zasad ruchu drogowego, a nie kierowcą w samochodzie.

Nie wiemy, na jakim zakręcie jest pan Czachorowski, ale hamulec ewidentnie by mu się przydał. Rozpędził się bowiem smerfny (nie)profesor tak, że nawet na prostej drodze grozi mu czołówka z rzeczywistością. A jeśli KOD jest dla pana Czachorowskiego owym policjantem pilnującym ruchu drogowego, to mamy uzasadnione podejrzenie, że pan Czachorowski niedługo skończy w przydrożnym rowie z kołami do góry i pogniecioną karoserią. I obawiamy się, że tego nie da się już naprawić. Trzeba będzie jakoś ten Czachorowski gruchocik pozbierać w woreczek na śmieci i złożyć na podwóreczku, żeby radośnie zardzewiał.

Bardzo ciekawie brzmi również ten oto fragment wynurzeń pana Czachorowskiego: „Dyskusja i dialog są istotą demokracji. Żeby dyskutować trzeba słuchać i traktować innych jako osoby, a nie obiekty (przedmioty) walki. Przekonywanie się - nawet żarliwe - nie jest walką. W dyskusji poszukuje się najlepszego rozwiązania a nie pokonania „przeciwnika”.

Wiecie jak wygląda owa KODziarska „dyskusja i dialog”? Próbowaliśmy podyskutować z panem Czachorowskim na jego blogu. Odpowiedzią było jedno: komentarz usunięty, komentarz usunięty, komentarz usunięty.

Jest faktem, że my też moderujemy komentarze i nie puszczamy takich, w których padają ordynarne bluzgi. Ale w naszych komentarzach na blogu moderowanym przez pana Czachorowskiego nie padło ani jedno słowo określane mianem „niecenzuralnego”. Zadawaliśmy pytania, wrzucaliśmy linki do nagrań, chcieliśmy pogadać jak człowiek z człowiekiem. I co? I to: komentarz usunięty, komentarz usunięty, komentarz usunięty.

Jeśli tak – według pana Czachorowskiego – wygląda „istota demokracji”, to o czym tu gadać? KOD-policjant pokazuje nam jasno i wyraźnie, czym jest owa KOD-demokracja: komentarz usunięty, komentarz usunięty, komentarz usunięty.

Nie piszemy już zatem komentarzy na blogu prowadzonym przez pana Czachorowskiego, bo nie ma po co. Jaki bowiem sens ma dyskusja w stylu: komentarz usunięty, komentarz usunięty, komentarz usunięty? Dlatego zamiast uczestniczyć w KOD-dyskusji na KOD-blogu, na którym zasadą jest retoryka „komentarz usunięty, komentarz usunięty, komentarz usunięty”, odpowiemy na naszym blogu na nurtujące pana Czachorowskiego pytanie, które brzmi „Po co nam KOD?”

Nam KOD jest po nic. Nie było KOD, gdy użeraliśmy się z urzędniczym bezprawiem. Nie było KOD, gdy protestowaliśmy przeciw wiatrakowej hucpie wspieranej przez ówczesną władzę. Nie było KOD, gdy policja pacyfikowała nas za protest przeciwko łamaniu prawa.

A po co jest KOD dla Was, KODziarze? Otóż potrzebny jest Wam do tego, żebyście dorobili sobie legendę bohaterów, gdy takie bohaterstwo nic nie kosztuje. Rajcujecie się tymi KOD-manifami jak wczasami w Ciechocinku. Kto z kim poleci do pijalni wód? Kto komu przyciśnie nogę do nogi podczas stołówkowego obiadu? Kto kogo wydupczy po wieczorku pożegnalnym? Tym właśnie jest Wasz KOD pod wodzą faceta, który zamiast płacić alimenty woli kupować drogie ciuchy i motory. Zakłamana, obłudna i pełna hipokryzji grupa świrów spragnionych przygody, która nie ma zielonego pojęcia o demokracji i trójpodziale władzy.

Jeśli jednak bez tego KOD-u nie potraficie już żyć, to bawcie się tak dalej. Tylko nie dziwcie się, że nikt nie traktuje Was poważnie. Bo jak poważnie traktować ekipę, która zajęta jest lansowaniem jakiegoś pseudo-demokratycznego „pucio, pucio” przy koksowniku pod Sejmem? A o trójpodziale władzy i demokracji wiecie tyle, ile Wam opowie ekspert od Sześciu Króli. Larwy chruścików lepiej się orientują w rzeczywistości niż Wy.

Redakcja

 



Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował


Dodaj komentarz